Bilety kupione, urlop wpisany do kalendarza: w lutym 2028 ląduję na Palau. Ten mikroskopijny kraj na Pacyfiku, gdzieś między Filipinami a Guam, od lat wisiał na mojej liście marzeń z jednego powodu — Blue Corner, najsłynniejsze miejsce nurkowe świata. Luty to środek pory suchej, woda ma wtedy przejrzystość ponad trzydziestu metrów, a prądy przyciągają do rafy wszystko, co duże i drapieżne. Zanim wejdę pod wodę, dzielę się planem — może komuś oszczędzi błędów na etapie rezerwacji.

Czym jest Blue Corner i dlaczego nurkowie o nim śnią

Blue Corner to wapienny cypel wystający z rafy na zachód od Koror, który opada pionową ścianą w głębię oceanu. Prądy pływowe uderzają w niego jak w falochron i wynoszą ku powierzchni bogatą w plankton wodę — a tam, gdzie jest plankton, jest i cała reszta łańcucha pokarmowego. Standardowy obrazek z jednego nurkowania: kilkanaście rekinów szarorafowych patrolujących krawędź, ściana barakud ustawiona w karuzelę, żółwie, napoleony wielkości drzwi od szafy i tuńczyki przelatujące jak pociski. Nie trzeba niczego szukać — wystarczy się zaczepić i patrzeć.

Hak rafowy, czyli nurkowanie po palauańsku

Właśnie — zaczepić. Na Blue Corner nurkuje się z tak zwanym reef hookiem, czyli stalowym haczykiem na lince, który wpina się w martwy fragment rafy. Prąd bywa tak silny, że bez haka odpłynęlibyśmy po minucie. Z hakiem wisi się w toni jak latawiec, ręce wolne, powietrze schodzi powoli, a rekiny krążą na wyciągnięcie ręki. Lokalne centra nurkowe wypożyczają haki i uczą ich obsługi na pierwszym, łatwiejszym nurkowaniu. Ze względu na prądy organizatorzy wymagają zwykle certyfikatu na poziomie zaawansowanym (AOWD) i kilkudziesięciu zalogowanych nurkowań — sprawdziłem to przed rezerwacją, bo na miejscu nikt nie przymknie oka.

Logistyka: jak się tam dostać i ile to kosztuje

Z Polski na Palau nie ma krótkiej drogi — ja lecę przez Dohę i Manilę, całość zajmie około dwudziestu sześciu godzin. Alternatywne trasy prowadzą przez Taipei albo Seul i Guam. Bazą noclegową jest Koror, gdzie działa kilkanaście centrów nurkowych; dwa nurkowania łodziowe z pełnym sprzętem kosztują 150–200 dolarów, a do tego dochodzi permit stanowy na strefę Rock Islands, ważny dziesięć dni. Walutą Palau jest dolar amerykański, co akurat upraszcza planowanie budżetu. Rezerwację łodzi na luty zrobiłem już teraz — pora sucha to szczyt sezonu i terminy u sprawdzonych operatorów znikają z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

Kiedy nurkować, żeby zobaczyć najwięcej

Najlepsze warunki na Blue Corner panują od listopada do kwietnia, gdy pasaty uspokajają ocean i widoczność sięga maksimum. Mój luty wypada w samym środku tego okna. Doświadczeni przewodnicy planują nurkowania pod tabelę pływów — najwięcej dzieje się przy prądzie przychodzącym, kiedy drapieżniki ustawiają się pod prąd jak samoloty do startu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w trzy dni zmieszczę sześć nurkowań: Blue Corner dwukrotnie, Blue Holes, German Channel ze stacją czyszczenia mant i kanał Ulong. Relacja z głębin — już po powrocie. A właściwie: jeśli zdołam stamtąd wrócić, bo podobno Palau uzależnia szybciej niż azot na trzydziestu metrach.

Warto przeczytać