Egzamin certyfikatowy bez ośrodka, bez terminu i bez kilkutygodniowego oczekiwania na wynik — jeszcze dekadę temu brzmiało to jak fantazja, dziś to po prostu Duolingo English Test. Test zdaje się w domu, o dowolnej porze, w godzinę, a raport przychodzi w dwie doby. Akceptuje go ponad sześć tysięcy instytucji, w tym Harvard, Stanford, Yale i University of Toronto. Warunek: trzeba wiedzieć, do czego ten certyfikat służy, a do czego — wbrew obiegowym opiniom — nie.
Godzina przed kamerą
Sesja składa się z trzech bloków: kilkuminutowej konfiguracji z weryfikacją dokumentu tożsamości, czterdziestopięciominutowej części punktowanej oraz dziesięciu minut próbek pisania i mówienia przekazywanych instytucjom razem z wynikiem. Test jest adaptacyjny — komputer dobiera trudność kolejnych zadań do dotychczasowych odpowiedzi, dzięki czemu w krótkim czasie precyzyjnie lokalizuje poziom. Zadania mają autorskie formaty: uzupełnianie zdań z lukami co drugą literę, interaktywne czytanie i słuchanie, opis fotografii, a od lipca 2025 roku także Interactive Speaking — symulowana rozmowa z animowanym rozmówcą, w której na każdą odpowiedź jest 35 sekund.
Wynik i jego przeliczanie
Skala biegnie od 10 do 160 punktów, z czterema podwynikami (Literacy, Comprehension, Conversation, Production). Według oficjalnego mapowania przedział 100–125 odpowiada poziomowi B2, 130–150 to C1, a 155–160 — C2. Przy porównaniach z IELTS przyjmuje się, że 120 punktów DET odpowiada mniej więcej wynikowi 6.5. Certyfikat zachowuje ważność przez dwa lata; w cenie testu mieści się wysłanie wyniku do kilkudziesięciu instytucji bez dopłat — rozwiązanie, za które konkurencja każe sobie płacić od każdej uczelni osobno.
Cena i warunki techniczne
Pojedyncze podejście kosztuje 70 dolarów (po podwyżce z lutego 2025 roku), pakiet dwóch testów — 118. To wciąż ułamek ceny IELTS czy TOEFL. Wymagania sprzętowe są jednak coraz poważniejsze: od września 2025 roku obowiązuje druga kamera — smartfon lub tablet ustawiony z boku tak, by obejmował ekran, klawiaturę i sylwetkę zdającego. Cała sesja jest nagrywana, nadzór łączy algorytmy z ludzkimi proktorami, a przerwanie obrazu z którejkolwiek kamery unieważnia test. Do tego standardowe rygory: pusty pokój, brak słuchawek, oczy w kadrze, żadnych notatek.
Kto honoruje, a kto nie
Siła DET leży w Ameryce Północnej: amerykańskie i kanadyjskie uczelnie przyjmują go masowo, również na prestiżowych kierunkach. W Wielkiej Brytanii test akceptuje ponad sto uczelni w rekrutacji — ale do wizy studenckiej się nie nadaje, bo nie figuruje na liście SELT brytyjskiego Home Office; kandydat potrzebuje wówczas na przykład IELTS for UKVI. W Polsce certyfikat bywa przydatny niemal wyłącznie przy aplikacjach zagranicznych — krajowe uczelnie i urzędy go w zasadzie nie wymieniają w swoich wykazach. Przed rejestracją obowiązkowy jest więc jeden krok: sprawdzenie na liście Duolingo, czy konkretna instytucja docelowa wynik przyjmuje i z jakim progiem.
Mocne strony i ograniczenia
DET wygrywa wszędzie tam, gdzie liczy się czas i budżet: rekrutacja last minute, równoległe aplikacje na kilkanaście uczelni, test „na próbę" przed droższym egzaminem. Przegrywa tam, gdzie potrzebny jest dyplom do polskiej teczki kwalifikacji albo dokument wizowy. Warto też uprzedzić niespodziankę natury psychologicznej: adaptacyjny format bywa frustrujący, bo komputer celowo serwuje zadania na granicy możliwości — wrażenie „szło mi fatalnie" jest wpisane w metodę i często rozmija się z całkiem dobrym wynikiem, który przychodzi po 48 godzinach.
Warto przeczytać
- 23 czerwca 2026
Gdy w grudniu 2019 roku Cambridge wycofał test BULATS, a niedługo potem zakończył poza Chinami sprzedaż biznesowych egzaminów BEC, firmom i uczelniom został wskazany jeden...
Tmycja Czytaj- 22 czerwca 2026
Dla setek tysięcy cudzoziemców mieszkających nad Wisłą najważniejszym egzaminem językowym nie jest żaden test z angielskiego, lecz państwowy egzamin certyfikatowy z...
Tmycja Czytaj


















