Układając marcowy plan podróży do Bhutanu na 2028 rok, długo żonglowałem datami — aż trafiłem na informację, która ustawiła cały kalendarz: na przełomie lutego i marca dolina Punakhi żyje świętem. Najpierw Punakha Drubchen, potem płynnie przechodzący w niego Punakha Tsechu, trzy dni tańców w maskach na dziedzińcach wielkiej twierdzy. Postanowione: lecę tak, żeby zdążyć. Bo oglądanie Bhutanu bez tsechu to podobno jak zwiedzanie Hiszpanii bez wyjścia z lotniska.
Czym jest tsechu
Tsechu to religijne święto organizowane w każdym dystrykcie Bhutanu w rocznicę narodzin Guru Rinpocze, mistrza, który w VIII wieku przyniósł w Himalaje buddyzm tantryczny. Sercem obchodów są cham — rytualne tańce mnichów i świeckich w rzeźbionych maskach bóstw, demonów i zwierząt, w wirujących strojach z brokatu. Każdy taniec to opowieść: o poskramianiu złych duchów, o sądzie nad duszą, o zwycięstwie dharmy. Dla widza z Europy wygląda to jak teatr totalny; dla Bhutańczyków to nabożeństwo, a samo oglądanie tańców ma przynosić błogosławieństwo i oczyszczać złą karmę. Wstęp jest wolny — na dziedziniec dzongu wchodzi każdy, miejscowi i goście.
Drubchen, pazapowie i odzyskana dolina
Punakha ma w kalendarzu coś wyjątkowego w skali kraju: poprzedzający tsechu festiwal Drubchen, podczas którego setki mężczyzn w strojach siedemnastowiecznych wojowników — pazapów — inscenizują bitwę z tybetańską inwazją. Rekonstrukcja kończy się tryumfalnym zejściem do rzeki, wrzawą i salwami; podobno gęsia skórka gwarantowana nawet u tych, którzy nie znają kontekstu. Finałem właściwego tsechu jest za to moment najbardziej wyczekiwany: o świcie ostatniego dnia na murze dzongu rozwijany jest thongdrel, gigantyczna jedwabna tanka z wizerunkiem Guru Rinpocze, wielkości kamienicy. Samo spojrzenie na nią — wierzą Bhutańczycy — wyzwala z grzechów. Zwijają ją, zanim dotknie jej pełne słońce.
Daty, tłumy i savoir-vivre
Festiwale wyznacza bhutański kalendarz księżycowy, więc daty pływają z roku na rok — zwykle wypadają na przełomie lutego i marca, a dokładny termin na 2028 rok ogłoszą oficjalne kalendarze; rezerwację zrobię, gdy tylko się pojawi, bo hotele w małej Punakhce wyprzedają się na festiwal błyskawicznie. Na miejscu obowiązuje zdrowy rozsądek: Bhutańczycy przychodzą w najlepszych gho i kirach, więc turysta w krótkich spodenkach wygląda jak gość weselny w piżamie. Zakryte ramiona i kolana, zdjęcia bez flesza i bez wpychania obiektywu tancerzom pod maski, siedzenie tam, gdzie siedzą miejscowi — tyle wystarczy, żeby być mile widzianym.
Dlaczego to idealny plan na pierwszy kwartał
Przełom zimy i wiosny to w Punakhce najlepszy możliwy moment: dolina leży nisko, więc w dzień jest kilkanaście stopni, niebo po zimowemu ostre, a do tego trafia się w sam środek festiwalowego tygodnia. Mój plan na marzec 2028: dwa dni Drubchen i tsechu w Punakhce, świt z thongdrelem, a potem — z oczyszczoną karmą i kartą pamięci pełną wirujących masek — trekking do Tygrysiego Gniazda. Jeżeli istnieje lepszy sposób na rozpoczęcie roku, to jeszcze o nim nie słyszałem.
Warto przeczytać
- 14 czerwca 2026
Bhutan przez dekady uchodził za kierunek zarezerwowany dla milionerów i koronowanych głów — kraj, który zamiast liczyć turystów, liczył, ilu turystów NIE wpuścić...
Tmycja Czytaj- 12 czerwca 2026
Planowanie marcowego wyjazdu do Bhutanu na 2028 rok zaczynałem od klasyki: Tygrysie Gniazdo, stupa w Thimphu, przełęcz Dochula. Ale im dłużej czytam o tym kraju, tym mocniej...
Tmycja Czytaj


















