Planowanie marcowego wyjazdu do Bhutanu na 2028 rok zaczynałem od klasyki: Tygrysie Gniazdo, stupa w Thimphu, przełęcz Dochula. Ale im dłużej czytam o tym kraju, tym mocniej fascynuje mnie coś innego — to, że Bhutan jest jedynym państwem świata z ujemnym śladem węglowym. Nie „dążącym do neutralności" jak cała reszta planety, tylko realnie pochłaniającym więcej dwutlenku węgla, niż emituje. A wisienką tej zielonej opowieści jest Punakha Dzong, twierdza u zbiegu dwóch rzek, którą zobaczę w trzecim dniu podróży.
Kraj, który oddycha za innych
Liczby są zaskakująco proste: ponad siedemdziesiąt procent Bhutanu pokrywają lasy, a konstytucja — jedyna taka na świecie — nakazuje utrzymywać zalesienie na poziomie co najmniej sześćdziesięciu procent po wsze czasy. Niewielka gospodarka oparta na hydroenergetyce emituje ułamek tego, co himalajskie lasy pochłaniają. Do tego dochodzą detale, które składają się na spójny obraz: zakaz plastikowych toreb, ograniczenia w sprzedaży tytoniu, eksport czystej energii do Indii. Bhutan nie jest skansenem — w Thimphu są kawiarnie z espresso i młodzież z telefonami — ale priorytety ustawiono tu inaczej niż gdziekolwiek indziej.
Szczęście Narodowe Brutto, serio
Słynne GNH — Gross National Happiness — bywa traktowane jak chwyt marketingowy, a jest realnym narzędziem: od lat siedemdziesiątych, gdy ukuł je czwarty król, każda ustawa i każda większa inwestycja przechodzi w Bhutanie ocenę wpływu na dziewięć obszarów, od zdrowia psychicznego po żywotność kultury. To dlatego stolica jako jedyna na świecie nie ma ani jednej sygnalizacji świetlnej — gdy ją zainstalowano, mieszkańcy uznali światła za bezduszne i wrócił policjant dyrygujący ruchem z małego pawilonu jak baletmistrz. Obejrzenie go w akcji wpisałem na listę atrakcji zupełnie serio.
Punakha Dzong — najpiękniejsza twierdza Himalajów
Dzongi to bhutańskie połączenie zamku, klasztoru i urzędu — białe fortece o pochyłych murach, które do dziś pełnią obie funkcje: religijną i administracyjną. Punakha Dzong z 1637 roku, „Pałac Wielkiej Szczęśliwości", stoi w widłach rzek Pho Chhu i Mo Chhu — rzeki ojca i rzeki matki — i uchodzi za najpiękniejszy w kraju. Wchodzi się do niego po drewnianym moście wspornikowym, a w środku czekają dziedzińce z bielonymi murami, stuletnie malowidła i sala z tysiącem kolumn. Punakha leży zaledwie na tysiącu dwustu metrach, więc w marcu jest tu wyraźnie cieplej niż w stolicy — to zimowa siedziba Dże Khenpo, duchowego zwierzchnika Bhutanu, który jak wędrowny ptak przenosi się tu z całym mnisim dworem na chłodne miesiące.
Co z tego wynika dla podróżnika
Bhutan zmusza do innego stylu podróżowania: opłata SDF sprawia, że nie jeździ się tam „na szybko", a obecność przewodnika zamienia zwiedzanie w ciągłą rozmowę o kraju. Mnie to odpowiada. W marcu 2028, między Thimphu a Punakhą, zatrzymam się na przełęczy Dochula ze stu ośmioma stupami i — przy odrobinie szczęścia z pogodą — panoramą siedmiotysięczników po horyzont. Będę tam oddychał najczystszym powietrzem, jakie można dostać na tej planecie. W końcu ktoś je dla nas wszystkich filtruje.
Warto przeczytać
- 11 czerwca 2026
Marzec 2028 ma w moim kalendarzu jeden wpis nie do ruszenia: Bhutan. A w Bhutanie — jedna ścieżka, którą od lat oglądam na cudzych zdjęciach. Paro Taktsang, Tygrysie...
Tmycja Czytaj- 14 czerwca 2023
Malownicze Buthan, niewielkie królestwo leżące na stokach Himalajów, jest jednym z najmniej odkrytych przez turystów miejsc na ziemi. Wielu uważa je za ostatni...
Tmycja Czytaj


















