Marzec 2028 ma w moim kalendarzu jeden wpis nie do ruszenia: Bhutan. A w Bhutanie — jedna ścieżka, którą od lat oglądam na cudzych zdjęciach. Paro Taktsang, Tygrysie Gniazdo: biały klasztor przyklejony do pionowej granitowej ściany dziewięćset metrów nad dnem doliny, wyglądający, jakby architekt projektował go na zakładzie. To najsłynniejszy obrazek całych Himalajów Wschodnich i jedyny trekking, na który zacząłem trenować z wyprzedzeniem.

Klasztor zbudowany wokół legendy

Według tradycji w VIII wieku Guru Rinpocze — mistrz, który przyniósł buddyzm do Bhutanu — przyleciał na to urwisko na grzbiecie latającej tygrysicy i medytował w tutejszej jaskini przez trzy lata, trzy miesiące, trzy tygodnie i trzy dni. Klasztor wokół świętych grot stanął w 1692 roku, a po pożarze w 1998 odbudowano go pieczołowicie w dawnym kształcie. Świątynia wisi na wysokości około trzech tysięcy stu metrów nad poziomem morza i dla Bhutańczyków jest mniej więcej tym, czym Częstochowa dla polskich pielgrzymów — z tą różnicą, że tu na mszę idzie się dwie godziny pod górę.

Szlak: dwie godziny w górę, kawiarnia w połowie

Trekking zaczyna się na parkingu w dolinie Paro i pokonuje około siedmiuset metrów przewyższenia. Pierwszą połowę można podjechać na mule, ale zwierzęta zawracają przy kafeterii w połowie drogi — dalej każdy idzie na własnych nogach. Z tarasu kawiarni klasztor widać już w pełnej krasie i wielu turystów tu kończy; warto nie być jednym z nich, bo najlepsze dopiero przed nami. Końcówka to wykute w skale schody: najpierw w dół do wąwozu z wodospadem i mostkiem obwieszonym chorągiewkami modlitewnymi, potem ostro w górę do bramy. Razem cztery–pięć godzin z postojami. Na wysokości trzech tysięcy metrów oddech robi się krótszy, więc dzień wcześniej planuję aklimatyzacyjny spacer po Paro i dużo wody w plecaku.

Zasady na miejscu

Do wnętrza klasztoru nie wolno wnosić aparatów ani telefonów — plecaki i elektronikę zostawia się w szatni przy wejściu, a zdjęcia robi się wyłącznie na szlaku. Obowiązuje strój z zakrytymi ramionami i kolanami. Wstęp jest biletowany (kilkaset ngultrum za samą świątynię — aktualne stawki podaje przewodnik), a zwiedzanie świętych grot odbywa się w ciszy, między pielgrzymami, którzy często płaczą ze wzruszenia. Podobno nawet zatwardziałym ateistom udziela się atmosfera miejsca. Sprawdzę na sobie.

Dlaczego marzec

Pierwszy kwartał to w Bhutanie zima przechodząca w wiosnę: dni są coraz dłuższe, niebo po zimowemu przejrzyste, a tłumy mniejsze niż w szczytowym kwietniu i październiku. W marcu w niższych partiach doliny Paro zaczynają już kwitnąć pierwsze rododendrony i magnolie, które będą towarzyszyć na szlaku. Mróz zdarza się tylko o poranku, w południe temperatura sięga kilkunastu stopni — idealna pogoda na podejście. Jeśli kondycja nie zawiedzie, w marcu 2028 wypiję herbatę z widokiem na klasztor, do którego nie prowadzi żadna droga, żadna kolejka linowa i żaden skrót. I chyba właśnie o to chodzi.

Warto przeczytać