Niektóre obrazy z internetu nie dają o sobie zapomnieć. U mnie od lat działa tak fotografia z Baganu: różowa mgła nad równiną, z której wystają setki ceglanych wież, a nad nimi dziesiątki balonów podświetlonych pierwszym słońcem. W styczniu 2028 zamierzam w końcu stanąć pod tym obrazkiem osobiście — bilety do Mjanmy mam już w skrzynce mailowej, a w planach jedno z najdroższych i podobno najpiękniejszych czterdzieści pięć minut mojego podróżniczego życia.

Dwa tysiące świątyń na jednej równinie

Bagan był stolicą pierwszego birmańskiego imperium, a jego władcy między XI a XIII wiekiem wpadli w prawdziwy szał fundacyjny: na czterdziestu kilometrach kwadratowych nad brzegiem Irawadi stanęło kilkanaście tysięcy świątyń, stup i klasztorów. Do dziś przetrwało ponad dwa tysiące — od potężnej, bielonej Anandy z złoconymi hti po anonimowe ceglane kapliczki zarośnięte trawą. W 2019 roku całość trafiła na listę UNESCO. Skala robi wrażenie nawet na zdjęciach satelitarnych, ale podobno dopiero z kosza balonu widać, że równia świątyń ciągnie się dosłownie po horyzont.

Sezon balonowy: dlaczego celuję w styczeń

Balony nad Baganem latają tylko w porze suchej, mniej więcej od października do początku kwietnia — w pozostałych miesiącach monsun i termika uziemiają całą flotę. Styczeń i luty to złoty środek: chłodne, bezwietrzne poranki, stabilne warunki i niemal gwarantowana mgła ścieląca się między pagodami. Lot trwa około czterdziestu pięciu minut i kosztuje trzysta do czterystu dolarów od osoby, w cenie jest odbiór z hotelu przed świtem, kawa i ceremonialny kieliszek szampana po lądowaniu, jak nakazuje balonowa tradycja. Miejsca na styczeń znikają tygodniami naprzód, więc swoją rezerwację zrobiłem już teraz.

Plan B na poziomie ziemi

Nawet bez balonu Bagan o świcie potrafi odebrać mowę. Wstęp do strefy archeologicznej kosztuje równowartość dwudziestu kilku dolarów, a najlepszym środkiem transportu jest elektryczny skuter — wypożyczalnie biorą za niego kilka dolarów dziennie i nie wymagają prawa jazdy. Wspinanie się na większość zabytkowych pagód jest od kilku lat zakazane, ale władze zostawiły kilka legalnych punktów widokowych i specjalnie usypanych wzgórz. Na liście miejsc, które chcę zobaczyć z bliska: tajemnicza Dhammayangyi o murach grubych jak bunkier, złocony Shwezigon i Ananda o świcie, zanim przyjadą autokary.

Formalności i zdrowy rozsądek

Do Mjanmy potrzebna jest wiza elektroniczna — wyrabia się ją online w kilka dni i kosztuje pięćdziesiąt dolarów. Sytuacja w kraju bywa zmienna, dlatego przed zakupem biletów i tuż przed wylotem sprawdzam aktualne komunikaty MSZ i planuję trasę wyłącznie przez regiony otwarte dla turystów. Jeśli wszystko zagra, w styczniu 2028 o szóstej rano będę stał w koszu balonu z aparatem w dłoniach i kompletnie niefotogenicznym wyrazem zachwytu na twarzy. Relacja — oczywiście tutaj.

Warto przeczytać