Gdy powiedziałem znajomym, że na luty 2027 zaplanowałem tydzień na Palau, pierwsze pytanie nie brzmiało „gdzie to jest?", tylko „ile to kosztuje?". Słusznie, bo Palau do tanich kierunków nie należy — to mikropaństwo na środku Pacyfiku, gdzie niemal wszystko przypływa kontenerem albo przylatuje samolotem, a ceny przypominają o tym na każdym kroku. Rozpisałem swój budżet co do dolara, więc dzielę się liczbami, zanim sam je zweryfikuję na miejscu.

Przeloty: najdroższa pozycja w planie

Z Polski na Palau nie ma oczywiście lotów bezpośrednich. Realne trasy prowadzą przez Dohę lub Singapur i dalej przez Manilę, albo przez Seul czy Taipei. Całość zajmuje od dwudziestu czterech do trzydziestu godzin z przesiadkami, a bilety w obie strony kupione z dużym wyprzedzeniem kosztują pięć do siedmiu tysięcy złotych. W cenie biletu ukryta jest dodatkowa opłata środowiskowa — Pristine Paradise Environmental Fee, sto dolarów, które Palau pobiera od każdego przylatującego na ochronę swoich raf. Nie trzeba jej płacić osobno, ale warto wiedzieć, za co się płaci.

Nocleg i jedzenie w Koror

Bazą niemal każdego turysty jest Koror, największe miasto kraju. Rozpiętość cen noclegów jest spora: porządny guesthouse albo mały hotel rodzinny to wydatek osiemdziesięciu do stu dwudziestu dolarów za noc, hotele klasy średniej liczą sobie dwieście, a resorty z własnym pomostem — od trzystu wzwyż. Ja wybrałem opcję środkową z kuchnią, bo jedzenie na mieście potrafi zaboleć: obiad w lokalnej knajpce to dziesięć–piętnaście dolarów, kolacja z rybą w restauracji — trzydzieści i więcej. Plus jest taki, że walutą Palau jest dolar amerykański, więc nie ma żadnej przelicznikowej żonglerki ani prowizji kantorów.

Atrakcje i permity, czyli za co naprawdę się płaci

Palau słynie z laguny Rock Islands i nurkowania, a do obu potrzebne są płatne pozwolenia: pięćdziesiąt dolarów za strefę Rock Islands albo sto za wersję z Jeziorem Meduz, ważne dziesięć dni. Całodniowa wycieczka łodziowa ze snorkelingiem to sto dwadzieścia do stu osiemdziesięciu dolarów, dzień nurkowy z dwoma zanurzeniami — sto pięćdziesiąt do dwustu. Przy czterech dniach na wodzie wychodzi szybko ponad pięćset dolarów, i to jest właściwy środek tego budżetu: na Palau nie jedzie się leżeć przy basenie, więc oszczędzanie na wycieczkach mija się z celem.

ile odłożyć?

Mój kosztorys na osobę za tydzień wygląda tak: przeloty około sześciu tysięcy złotych, siedem noclegów — tysiąc sześćset, wyżywienie — osiemset, permity i wycieczki — dwa i pół tysiąca, transport lokalny i rezerwa — sześćset. Razem wychodzi około jedenastu i pół tysiąca złotych. Dużo? Dużo. Ale Palau to nie jest kierunek, do którego się wraca co roku — to wyprawa z kategorii „raz a porządnie". W lutym 2027 sprawdzę, czy każda z tych złotówek się broni. Coś mi mówi, że tak.

Warto przeczytać